Historie wilkołaków

Tak było pisane...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

XI Kolejny wilk


Minął miesiąc od mojej pierwszej przemiany.Przyzwyczaiłam się do tego, że jestem wilkołakiem.I okazało się, że to fajniejsze niż myślałam.Za około tydzień mam z Jacobem jechać do Hiszpanii, do mojego kuzyna.Chcę sprawdzić co się z nim dzieje.Trochę trudno mi przywyknąć do braku szkoły.Dlatego więcej czasu spędzam na malowaniu.Dziś jest dla mnie wielka uroczystość.Zostanie otwarta galeria z moimi obrazami.Kupili ode mnie te malowidła za dość dużą stawkę, większą niż dostaje od zwykłych kupców.Na otwarcie jestem zaproszona jako gość honorowy.Moi przyjaciele też się pojawią.

Nadszedł wieczór.Jedziemy z Jacobem na otwarcie.Robert, Kate i Luke jadą innym samochodem.Trochę się denerwuję.Kiedy dojechaliśmy, zobaczyłam tłum ludzi, ubranych w stroje wieczorowe.Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do środka.Reszta przyjaciół zaraz do nas dołączyła.
Cały wieczór spędziłam chodząc od obrazu do obrazu i przyjmując gratulacje różnych ludzi.Po przyjęciu Jacob i ja pojechaliśmy do mnie.Wysiedliśmy z samochodu.
-To co robimy przez resztę wieczoru?-zapytał Jacob.
-Nie wiem.Może...mały wyścig...
-Super!Tylko najpierw muszę pojechać do domu.Przebrać się.
-Jasne.To za dwadzieścia minut na polanie.
-Okej.
Wsiadł z powrotem do auta i odjechał.Ja natomiast poszłam do domu i się przebrałam.Kręciłam się chwilę po domu, aż w końcu pobiegłam na polanę.Ku mojemu zdziwieniu Jacob już na mnie czekał.
-Cześć!-przywitał się
-Cześć, znowu.
-To jak biegniemy?
-Ty biegniesz w lewo a ja w prawo.Biegniemy do mojego domu i z powrotem.Kto będzie ostatni stawia pizzę.
-Jasne.Uwaga, czas, start.
Puściliśmy się przez las.Biegłam oczywiście w postaci wilka.Przybiegłam już do mojego domu i zobaczyłam Jakea, jak zawraca z powrotem na polanę.Przyspieszyłam i szybko dotarłam na miejsce.Mojego przyjaciela jeszcze nie było.Zmieniłam się w człowieka i oparłam o pień drzewa.Nie minęły trzy sekundy, a Jacob pojawił się na polanie.
-Przegrałeś.Stawiasz pizzę.
-Ale jak to możliwe?Koło domy byłem pierwszy.
-Tajemnica zawodowa-odpowiedziałam z triumfalnym uśmiechem.
-To co teraz?-zapytał.
-Wiesz co...Ciągle myślę o Liamie.I nadal uważam, że powinniśmy mu powiedzieć-zmieniłam temat.
-Może masz rację.Chodź-złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć.
-Dokąd idziemy?
-Do Liama.
-Nie jest za późno?
-On o tej porze, zwykle gra na komputerze.
-Okej.
Zmieniliśmy się w wilki i pobiegliśmy przez las.Do domu Liama był kawałek drogi, więc pędziliśmy przez jakiś czas.Kiedy dobiegaliśmy do wioski, zmieniliśmy się z powrotem w ludzi.Usłyszeliśmy, niedaleko stąd policję i rozmawiających ludzi.Okazało się, że ten cały zgiełk, znajduje się przed domem Liama.Podeszliśmy bliżej.
-Co się stało?-zapytał Jacob jednego z funkcjonariuszy.
-Liam uciekł z domu.Zostawił list, żeby go nie szukać.
Jake spojrzał na mnie znacząco i już wiedziałam o co chodzi.Pobiegliśmy szybko do lasu.
-Musimy go znaleźć.
-To może być trudne.Jako wilk może się przemieszczać bardzo szybko.
-Ja w prawo, ty w lewo.
-Okej.
Pobiegliśmy w swoje strony.Szukałam jakichkolwiek śladów..Nagle coś usłyszałam.Pobiegłam w tamtym kierunku.Zobaczyłam Liama chodzącego nerwowo wokół kłody.Żeby go nie wystraszyć, zmieniłam się z powrotem w człowieka i wyłoniłam się zza krzaków.Gwałtownie stanął, kiedy mnie zobaczył,
-Lepiej się nie zbliżaj-ostrzegł mnie.
Puściłam tę uwagę mimo uszu.
-Co się dzieje?-zapytałam.
-Sam już ie wiem-powiedział i usiadł na kłodzie, którą wcześniej okrążał.
-Niech zgadnę...Nie jesteś ostatnio sobą...
-Tak.
-I nie wiesz co się z tobą dzieje...
-Tak.
-I zmieniasz się w wielkiego wilka.
-A ty skąd wiesz?-spytał zdziwiony.
Zagwizdałam na palcach.Jacob zaraz się pojawił, na szczęście w postaci człowieka.
-O!Znalazłaś go.I co?
-Co jest grane?-zapytał Liam podejrzliwie.
-Mieliśmy ci o tym powiedzieć, ale sam się dowiedziałeś.
-Chodź.Wszystko ci opowiemy-odezwał się Jacob.
Zaprowadziliśmy go do Luka.Tam o wszystkim się dowiedział.Nie był przerażony, lecz czół niechęć do wampirów.Myślę, że to się zmieni.
Tagi: Wilkołaki
05.06.2010 o godz. 00:26

Chcecie bym dalej pisała tego bloga?
Tagi: Zapytanie
29.04.2010 o godz. 17:14

X cz.II Zatrzymajcie to! Pomocy!!


Obudziłam się.Jest ciemno.Spojrzałam na zegarek.Była czwarta nad ranem.Nagle usłyszałam ciche chrapnięcie.Spojrzałam w dół.Jacob siedział na podłodze, oparty o łóżko.Wstałam tak, aby go nie obudzić.Poszłam do salonu.Usiadłam w moim ulubionym fotelu i zaczęłam oglądać TV.W sumie nie oglądałam, tylko skakałam po kanałach.Nie ma nic w tym pudle.Nie wiem dlaczego, strasznie mnie to zdenerwowało.Rzuciłam poduszką w telewizor.Nagle moim ciałem targnął silny dreszcz.W jednej chwili stałam się kimś innym.Jakbym nie była w swoim ciele.Demolowałam wszystko, na co się natknęłam.Wbiegłam do przedpokoju.Zobaczyłam, że Jacob stoi na schodach.Rzuciłam się na niego.Jednak zanim go dopadłam, zmienił się w wilka.Myślałam, że zaraz to powstrzyma, lecz po chwili walki z nim zobaczyłam, że ma trudności.Kiedy uwolnił się ode mnie, wybiegł na dwór.Ruszyłam za nim.Gdy wybiegłam z domu, ujrzałam w odbiciu okna, że zamiast mnie ogromny, kudłaty wilk biegnie za Jacobem do lasu.Znaleźliśmy się w głębi boru.Jacob zatrzymał się, a ja wciąż chciałam go dopaść.Zaatakowałam go z obnażonymi kłami.Próbował mnie powstrzymać, ale bez użycia zębów i pazurów.Za to ja walczyłam czym popadnie.Nie mogłam tego powstrzymać.Chciałam krzyknąć "Pomocy", lecz jedyny dźwięk jaki się ze mnie wydobywał, to dziki charkot i warczenie.Nagle Jacob podciął mnie w nogach, a raczej łapach.Dzięki temu powalił mnie na ziemię i przygwoździł do niej.Nie mogłam nic zrobić, żeby go pokonać.Dotyk chłodnego podłoża sprawił, że uspokoiłam się i z powrotem zmieniłam w człowieka, po czym mój przyjaciel uczynił to samo.Podniósł mnie do pozycji siedzącej.Na początku czułam się jakbym obudziła się po długim czasie nieprzytomności.Później z oczu zaczęły cieknąć mi łzy.
-Jake, przepraszam, ja nie mogłam nic zrobić-odezwałam się, gdy odzyskałam mowę.
-Nic się nie stało-powiedział pocieszająco.
Chciałam zacząć go przepraszać, ale szlochanie, mi to utrudniało.Czułam jak po policzkach ciekną mi wielkie łzy, które kapią na zimną ziemię.
-Chodź, wracajmy-zaproponował.
Pomógł mi wstać i zaprowadził do domu.Kiedy szliśmy przez las, wokół siebie widziałam mnóstwo połamanych gałęzi i zniszczonych paproci, a kiedy weszłam do domu ujrzałam resztki hallu i salonu.
-Lepiej idź pod prysznic-powiedział Jacob i wyjął z moich włosów gałązkę.
-Okej.I jeszcze raz przepraszam-powiedziałam to i przytuliłam się do niego mocno.
Później poszłam na górę, do łazienki.Kiedy przechodziłam koło lustra, zrobiło mi się strasznie wstyd, ponieważ dopiero teraz spostrzegłam, że mam na sobie resztki piżamy i nic poza tym.Czym prędzej wykąpałam się.Następnie poszłam na pobojowisko, a potem do kuchni.Usiadłam przy stole i spojrzałam na mojego przyjaciela.Siedział wpatrzony w długopis, którym się bawił.Przez chwilę myślałam, że się na mnie obraził.
-Coś się stało?-spytałam niepewnie.
-Nie mogę tego zrozumieć.
-Czego zrozumieć?
-Jak mogłaś stać się wilkołakiem.
-Ja też tego nie pojmuję.
-Jesteś jedynym przypadkiem kobiety wilkołaka.
-Ze mną zawsze było coś nie tak-powiedziałam ze smutkiem.
-Nie o to chodzi.Tylko zastanawiam się, jak to mogło się stać.Skąd pochodzisz?
-Z małej wyspy w Hiszpanii?
-W Hiszpanii?
-Si.(tak)
-Masz tam jakiegoś kuzyna.
-O kurcze.Max.Myślisz, że on też jest wilkołakiem?
-Najprawdopodobniej.
-Ale dlaczego?
-Nawet w Hiszpanii kręci się mnóstwo wampirów.Wystarczy, że będą tylko przechodziły, a zmieni się w wilkołaka i takim zostanie.Ile tak właściwie on ma lat?
-Piętnaście.
-Czeli w najbliższym czasie czeka nas wycieczka do Hiszpanii..Zadzwońmy do Roberta i Kate.
-Okej.
Jacob szybko wykręcił numer i przez telefon powiedział, że stałam się wilkołakiem.Nie minęło pięć minut, a Kate i Robert przyjechali.
-O jej.Co tu się stało?-usłyszeliśmy Kate, kiedy weszła do domu.
-Wow!-później odezwał się jej brat.
-To ja.Niestety-powiedziałam wchodząc do hallu, gdzie stali Robert i Kate.
Nagle poczułam nieprzyjemny zapach.
-Co tak cuchnie?-zapytałam.
-To my-odpowiedziała Kate-Tak działamy na wilkołaki-wyjaśniła.
-Nie martw się.Z czasem się przyzwyczaisz-pocieszył mnie Jacob.
-Ale jak to się stało?-zapytała Kate.
-Chodźcie do kuchni, to wam wszystko opowiem.Zaprosiłabym was do salonu, ale też leży w gruzach-powiedziałam.
Usiedliśmy przy stole.Kate była zniecierpliwiona.Wyjaśniłam wszystko.Później zajęłam się sprzątaniem.Moi przyjaciele mi pomogli.Kate rano wszystko urządziła, więc salon i przedpokój wyglądały ślicznie, jakby nic się nie stało.Następnie poszliśmy na polanę.Tę w środku lasu.Chciałam przetestować moje nowe umiejętności.Tam spotkaliśmy Luka, który też został już poinformowany.
-Dasz radę zmienić się w wilka?-zapytał Jacob.
-Chyba tak-odpowiedziałam.
-Tylko spokojnie-powiedział.
Skupiłam się maksymalnie.Patrzyłam przyjaciół przygotowanych do powstrzymania mnie.Nagle poczułam, że powoli się zmieniam i w jednej chwili stałam się wilkiem.Tym razem byłam spokojna.
-I jak?-usłyszałam głos Jacoba, ale nie widziałam, że porusz ustami.
-Ty coś mówiłeś?-zapytałam.
-Tak.
-Ale jak to się stało?
-Wilkołaki tak się porozumiewają.W myślach.
-Nigdy o tym nie wspominałeś.
-Ale jak się czujesz?
-Dobrze.
-Nic cię nie denerwuje?
-Nie.
-To niesamowite.
Po tych słowach zmienił się w wilka i puścił się w las.Pobiegłam za nim.Szybko do nas dołączyli Kate, Robert i Luke.Nareszcie miałam szansę biec równo z nimi.Co więcej przeganiałam ich.Po przebiegnięciu sporego kawałka, zawróciliśmy, z powrotem na polanę.Jacob, Luke i ja zmieniliśmy się w ludzi.
-Jak to zrobiłaś?-zapytał mnie Jacob.
-Ale co?
-To, że jesteś taka spokojna.Zwykle przy drugiej przemianie, nadal chcesz wszystko niszczyć i atakować.
-To nie jest zależne ode mnie.Samo przychodzi.
-Dobra, my musimy się już zbierać-oznajmiła Kate.
-Ja też.Dawno nie byłem w domu-powiedział Jacob.
-Ja muszę zadzwonić do rodziców, bo jeszcze złożą mi wizytę.
-Okej.To rozejść się-ogłosiłam.
Wszyscy znikli za ścianą lasu, a ja wolnym krokiem zaczęłam zmierzać w stronę swojego domu..Kiedy przechodziłam przez ulicę zobaczyłam Liama-drugiego przyjaciela Jacoba.
-Hej-przywitałam się-Dawno się nie widzieliśmy.
-Cześć-odpowiedział smutno.
-Coś się stało?
-Nic takiego.
-A ty co tak sam spacerujesz?
-A z kim mam spacerować?Jacob i Luke w ogóle się nie odzywają.
-Nawet nie wiesz co się z nimi dzieje-to nie było pytanie.
-Wiem, że stali się kretynami.
-Nie osądzaj ich-powiedziałam to i poszłam dalej w las.Kiedy upewniłam się, że mnie nie widzi, zmieniłam się w wilka i pobiegłam do domu.Po godzinie przyszedł Jacob.
-Cześć-powiedział, gdy wszedł do domu.
-Cześć.
-I co tam?
-Po drodze do domu spotkałam Liama.Z jego zachowania wywnioskowałam, że jest wściekły na ciebie i Luka.Nie można mu powiedzieć?
-W końcu i tak się dowie.
-Jak to?
-On też nie długo stanie się wilkołakiem.
-Skąd wiesz?
-Bo to mój kuzyn.
-Ach tak.To dlaczego mu teraz nie powiecie?
-Bo nie wiadomo jak zareaguje.Niewiedza będzie dla niego bezpieczniejsza.
-No dobra.
Cały dzień minął szybko, a następny spędziłam u Jacoba.

Tagi: Wilkołaki
11.04.2010 o godz. 21:10

Pozostałe rozdziały na dole.
Tagi: Nice
05.04.2010 o godz. 20:03

X cz.I Zatrzymajcie to! Pomocy!!


To dzień przed zakończeniem roku.Idę do szkoły, ale pewnie nie będzie lekcji, tylko przygotowywania.Nie lubię takich dni.Ten dłużył mi się strasznie.Po lekcjach poszłam do Kate, pomóc jej w przygotowaniach do przyjęcia.Prawdopodobnie nie pozwoli mi niczego tknąć, ale i tak przyjdę.Teraz często tam bywam, tak jak często przebywam w domu Jacoba.Czuję się, jakbym miała trzy domy, nie licząc tego, w którym mieszkają moi rodzice i domku letniego w Hiszpanii na wyspie Molua.Rodziców Roberta i Kate znam teraz bardzo dobrze.Pan Bein jest lekarzem i to świetnym.Nie mogę pojąć jak wampir morze być doktorem.W sumie miał całe wieki, żeby nauczyć się opanowania.Mama Roberta nie pracuje, a Scott, czyli brat Roberta, szuka pracy, ale nie może się zdecydować.O wiele bardziej lubi drażnić się ze mną.Jest pn o trzy lata starszy od Roberta i dużo większy.Ma ciemne, krótkie włosy.Lubię go i często się razem wygłupiamy.
Następnego dnia obudziłam się dosyć wcześnie, żeby się przygotować.Kończę szkołę z perfekcyjną średnią, więc muszę ładnie wyglądać.Kiedy przybyłam na miejsce, jak zwykle zobaczyłam Jacoba, lecz tym razem był ubrany w elegancki garnitur.Rzadko widywałam go w takim stroju.Wysiadłam z samochodu i podeszłam do niego.
-No cześć-przywitałam się.
-Cześć.
-Bardzo zdenerwowany?
-Tak średnio.
W szkole kręciło się mnóstwo rodziców innych uczniów.Moi nie mogli dojechać.Nagle koło nas, nie wiem jak, pojawiła się Kate.Była cała w skowronkach.
-Jestem taka podekscytowana-powiedziała.
-To widać-odparł Jacob.
-Ona zawsze tak reaguje-powiedział Robert, kiedy znalazł się przy nas.Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że kiedyś mówił mi, że jako nieśmiertelne wampiry, nie raz kończyli szkołę.
-I pewnie zawsze wyprawia przyjęcie-dodałam.
-Naturalnie-odparła Kate.
Kiedy weszliśmy na salę, nasz wychowawca ustawiał uczniów w kolejności alfabetycznej.Moich przyjaciół umieścił na początku.Ja trafiłam niemalże na sam koniec.Kiedy wszyscy rodzice i zaproszeni goście już dotarli, zaczęło się rozdanie dyplomów.Kiedy każdemu wręczono świadectwa i wygłoszono parę przemówień, które były strasznie nudne, goście i uczniowie rozeszli się do domów.Dużo osób było zaproszonych na przyjęcie do Kate.Ja najpierw pojechałam do domu i przebrałam się, po czym wyruszyłam na imprezę.Kiedy dojechałam przyjęcie dopiero się rozkręcało.Weszłam na próg, a Kate wyłoniła się z domu zanim zadzwoniłam.Denerwowało mnie, że tak szybko się porusza.
-No i jak ci się podoba przyjęcie?-zapytała.
-Kate, ja nawet nie weszłam do środka.
-No tak.
Otworzyła drzwi.Ujrzałam pięknie ozdobione pokoje, w których znajdowali się goście.Do moich uszu doszła fajna muzyka.
-No i jak?-Kate powtórzyła swoje pytanie.
-No nawet fajnie-odpowiedziałam z obojętnością.
Zrobiła oburzoną, a jednocześnie wystraszoną minę.
-Żartuje.To najfajniejsza impreza na świecie-powiedziałam teraz prawdę.Kate od razu się rozchmurzyła.
-Rozgość się, ja muszę iść do innych gości-oznajmiła-Tam stoi Robert i Scott-wskazała na nich palcem.
Szłam powoli w stronę Roberta, rozglądając się po pomieszczeniu.
-Cześć-powiedział mój przyjaciel, kiedy do niego doszłam.
-Cześć-odpowiedziałam.
-Siema Rose-powiedział Scott.
-I co-zapytał mnie.
-Co "Co"?
-Rozglądasz się za Jacobem?
-Rozglądam się w ogóle, bo jakbym wykazywała mniejsze zainteresowanie przyjęciem, twoja siostra spaliłaby mnie wzrokiem.
-Racja-przyznał.
Rozmawialiśmy przez jakiś czas. a potem zobaczyliśmy Kate idącą w naszą stronę.Ciągnęła za sobą Jacoba.Popchnęła go do nas i poszła dalej zajmować się gośćmi.
Przyjęcie przebiegało fajnie, lecz w pewnym momencie rozbolała mnie głowa.Jacob odwiózł mnie do domu.Nie chciał wrócić na przyjecie.
-Powinnaś się położyć-powiedział.
-Nie chcę cie zostawić.AUUU!-jęknęłam bo, zabolała mnie głowa.
-Widzisz.
-Okej.Tylko nie krzycz.Ale najpierw coś zjem.
Lecz w pierwszej kolejności poszłam pod prysznic.Kiedy wyszłam z łazienki poczułam piękny zapach.Weszłam do kuchni.Jacob nakładał zapiekankę na talerz.
-Dobra.Teraz to się boję.-powiedziałam.
-Dlaczego?-zapytał.
-Bo ja nawet kanapek nie umiem zrobić tak szybko.
-Dlatego masz mnie.
Przy jedzeniu powstrzymywałam się od jęków z bólu, żeby Jacob się nie martwił.Po kolacji położyłam się spać.nie mogłam zasnąć przez ten ból głowy nie mogłam zasnąć.Do tego zaczęły mnie boleć wszystkie mięśnie.Nie mogłam wytrzymać i wydałam z siebie jęk.Usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi.
-Co się dzieje?-zapytał Jacob.
-Nic, nic-odpowiedziałam.
-Okej.Dobranoc.
-Dobranoc.
W końcu zasnęłam, lecz nawet przez sen czułam ból.
Tagi: Wilkołaki
05.04.2010 o godz. 20:00

IX Upływ czasu


Mijał miesiąc za miesiącem.Już się zbliża koniec roku.Kate ciągle nawija o przyjęciu, które wyprawia z okazji skończenia szkoły.Oczywiście jestem zaproszona.I dobra wiadomość.Misty wyjeżdża ze swoim nowym chłopakiem.Nie myślałam, że zakończenie roku szkolnego będzie takie szczęśliwe.Cieszę się, że nareszcie kończę szkołę.Tutaj szkoła średnia i studia są połączone, więc mam dobre wykształcenie.Do pracy nie muszę iść, bo zarabiam sprzedając swoje obrazy.Lubię malować, więc to jakby nie praca.Powinnam niedługo odwiedzić rodziców, ale wolę z tym zaczekać.Zwłaszcza, że chciałabym zabrać ze sobą Jacoba, a mama i tata nic nie wiedzą o istnieniu wilkołaków.Boje się, że gdybym go zabrała to w pewnym momencie, niekontrolowanie zmieni się.Wolę trochę poczekać z wyjazdem, ponieważ będę miała więcej czasu na wymyślenie formułki z wytłumaczeniem.To będzie trudne.
Tagi: Wilkołaki
04.04.2010 o godz. 23:12

VIII Niezbędne wiadomości


Luke mieszkał dalej ode mnie, ale również blisko naszej polany, więc doszliśmy pieszo.Kiedy dochodziliśmy zobaczyłam Luka, siedzącego na progu.A gdy już weszliśmy na jego podwórko, zrobił zdziwioną minę i zerwał się jak oparzony.Podbiegł do Jacoba i zaczął do niego szeptać, chociaż ja wszystko słyszałam.
-Jake, po co ją przyprowadziłeś?Nie możemy narażać...
-Ona już wie-przerwał mu.
-Jak to wie?-zapytał mojego przyjaciela.-Wiesz?-potem zwrócił się do mnie.Pokiwałam potakująco głową.Luke był zdezorientowany.
-Powiedziałem jej-oznajmił Jacob.
-No to znasz naszą tajemnicę-Luke powiedział do mnie-Zapraszam-wskazał ręką na swój dom.Weszliśmy i usiedliśmy przy stole w kuchni.
-Nie boisz się?-zapytał Luke.
-Nie-odpowiedziałam.
-Okej-powiedział nieco zdziwiony.
-Zaczęło się tak...-zaczął, ale nie dokończył, bo ktoś wszedł do kuchni.
-No cześć-usłyszałam dźwięczny głos, a zaraz po tym ujrzałam Kate, która stanęła jak wryta, kiedy mnie zobaczyła.Za nią stanął Robert, który nie był tak zdziwiony jak ona.
-Jacob, o co chodzi?-spojrzała na niego.
-Rosalie wie.
-Wie?
-Wie.
-Jak to?To wy też wiecie?-wtrąciłam się.
-Tak-odezwał się Robert.
-Ale jak to wiecie?
Usiedli przy stole.Ich zaskoczenie ustało.Jacob i Kate wymienili znaczące spojrzenia.
-Skoro jesteś wtajemniczona w wilkołaki, to musisz znać jeszcze jeden szczegół.
Zapadła cisza.
-Jesteśmy wampirami-powiedziała Kate.
-Jak to wampirami?-spytałam trochę wystraszona.
-Spoko.Żywimy się tylko krwią zwierząt.-uspokoił mnie Robert.
-No to może ktoś mi opowie jak to się dzieje-zaczynałam się denerwować.
-Zaczęło się po powrocie z kina.-opowiadał Jake-Dlatego byłem taki nerwowy.po przemianie wszystko wytłumaczył mi tato.okazało się, że nie jesteśmy jedynymi wilkołakami.Kiedyś była ich cała zgraja.Nastolatkowie zmieniają się w wilki, kiedy w pobliżu wampiry.To są naturalni wrogowie.Ale kiedy ja i Luke dowiedzieliśmy się, że wampirami zacząłem mieć co do tego wątpliwości.Na początku nie byłem do końca pewny co do tego, ale z czasem się przekonałem.
-Mam jeszcze jedno pytanie.-zwróciłam się do Kate-Czy oprócz was są inne wampiry?
-Naturalnie.Np. cała nasza rodzina.Inne wampiry zwykle prowadzą podróżny tryb życia, ale wegetarianie osadzają się w małych miasteczkach.
-Wegetarianie?-zapytałam.
-Czyli ci, którzy żywią się krwią zwierzęcą.
-Niektóre wampiry posiadają różne dodatkowe zdolności.Np. tato ma zdolność telekinezy.Może myślami przenosić różne przedmioty.A nasza Kate potrafi zmieniać kształt.Przekształcić się w kogoś innego albo zmieniać kolor, czyli może też zniknąć.Wszystkie wampiry mają wyostrzone zmysły, są super silne i super szybkie.
Mieszało mi się od tego wszystkiego w głowie.Moi przyjaciele są stworami z podań i legend.Mam nadzieję, że się do tego przyzwyczaję.
Cały dzień siedzieliśmy i rozmawialiśmy o różnych rzeczach.Wieczorem, wyszliśmy od Luka.Robert i Kate pobiegli do domu, a Jacob odprowadził mnie.przez całą drogę, żadne z nas się nie odezwało.Kiedy doszliśmy, przystanęłam na chwilę na progu, żeby pożegnać się.
-Na prawdę ci nie przeszkadza, że jestem wilkołakiem?-zapytał mnie Jake.
-Ani trochę-odpowiedziałam.
-A co myślisz o wampirach?
-Zależy od których.
-O Robercie i Kate, i o ich rodzinie.
-To też mi nie przeszkadza.
-Myślałem, że nie będziesz chciała nas znać i w ogóle...
-No co ty.Dopóki nie będziesz chciał mnie zjeść, będę cię lubiła.
Posłałam mu uśmiech, a on go odwzajemnił.
-Dobranoc-powiedziałam.
-Dobranoc.
Weszłam do domu.Byłam strasznie zmęczona i od razu położyłam się się spać.
Tagi: Wilkołaki
04.04.2010 o godz. 21:00

Ciekawostka
Rosalie urodziła się w Hiszpanii.Jej rodzice mieszkają w USA, ale babcia od strony mamy w Hiszpanii.Mieszka tam spora część jej rodziny.
Tagi: Ciekoawostka
03.04.2010 o godz. 16:00

Pozostałe rozdziały na dole.
Tagi: Nice
03.04.2010 o godz. 01:05

VII Kłótnia


Następnego dnia, kiedy pojechałam do szkoły, nie zastałam Jacoba na parkingu.Okazało się, że jest nieobecny.Może się rozchorował?
Zaczęłam szukać telefonu po kieszeniach.Nie znalazłam.Wiedziałam, że czegoś zapomniałam.
Tym razem lekcje ciągnęły się bardzo długo.Czekałam, aż się skończą, żeby móc zadzwonić do mojego przyjaciela.Po długich męczarniach, lekcje w końcu się skończyły.Od razu pojechałam do domu.Kiedy weszłam, natychmiast rzuciłam się do telefonu i wykręciłam jego domowy numer.
-Halo?-odebrał Tom, czyli tata mojego przyjaciela.
-Dzień dobry.Czy Jacob może podejść do telefonu?
-Nie może.Jest chory.-odpowiedział ostro.
-To może przyjadę do niego i...
-Nie.Prosił, żebyś nie przyjeżdżała-powiedział, zanim zdążyłam dokończyć i odłożył słuchawkę.Zdziwiło mnie jego zachowanie, ponieważ zawsze był dla mnie bardzo miły.
Nazajutrz nauczyciel ogłosił, że od piątku przez miesiąc mamy wolne, w związku z remontem szkoły Może ta wiadomość ucieszyłaby mnie bardziej, gdyby koło mnie siedział mój przyjaciel.
Chodziłam przez cały tydzień do szkoły.Byłam smutna.Codziennie dzwoniłam do Jacoba, ale włączała się automatyczna sekretarka.Zostawiałam masę wiadomości, ale nikt nigdy nie oddzwaniał.
W niedzielę postanowiłam wyjść na spacer trasą, którą zawsze chodziłam z Jacobem.Wyszłam na polanę.Dobrze znałam to miejsce. Na środku był ogromny dąb.To było moje ulubione drzewo.Oparłam się o nie, zamknęłam oczy i wsłuchałam się w otaczające mnie odgłosy.Nagle usłyszałam ludzkie rozmowy.Dochodziły z początku polany.Odwróciłam się.Ujrzałam Jacoba i Luka.Szli rześkim krokiem, śmiejąc się.Wyszłam zza drzewa.Pobladły im miny, kiedy mnie zobaczyli.Jacob powiedział coś do Luka, a ten odszedł.Podeszłam do mojego dawnego przyjaciela.
-Myślałam, że jesteś strasznie chory.-powiedziałam ostro.
-A co cię to obchodzi?
-Bo jesteś moim przyjacielem.Tak myślałam do tej pory.
-Nie możemy się już przyjaźnić.
-Niby dlaczego?-spytałam oburzona.
-Bo...-zawahał się-bo znudziłaś mi się i już mnie nie obchodzisz.-oznajmił ostro.
-Świetnie-krzyknęłam ze łzami w oczach i zaczęłam gnać w stronę lasu.Biegłam przez dłuższy czas.A potem potknęłam się i upadłam.Siedziałam chwilę na ziemi szlochając.Po wypłakaniu się wstałam i poszłam do domu.Przez resztę dnia byłam smutna i nie raz płakałam.Zabolał mnie to co powiedział.Czułam się strasznie.Wieczorem siedziałam w mojej pracowni plastycznej malując.Byłam wściekła.Złamałam dwa pędzle i podziurawiłam płótno, na którym malowałam.Nie mogłam spać.Kręciłam się ciągle po domu.Snułam się niczym zjawa.O trzeciej nad ranem włączyłam sobie film.Był dość długi.Oglądałam, ale ciągle zatrzymywałam, bo szłam do kuchni po coś do jedzenia.Jak jest mi smutno to ciągle jem i nie mogę przestać.O piątej nad ranem usłyszałam, że dzwoni telefon.Nie miałam ochoty odbierać.Po siedmiu sygnałach włączyła się automatyczna sekretarka.Usłyszałam głos Jacoba.W oczach stanęły mi łzy.
-Rose, wiem, że nie śpisz, odbierz proszę.-zapadła cisza, a potem westchnął.-Jesteś na mnie wściekła, ale mam do ciebie prośbę.Pewnie i tak nie przyjdziesz, ale spotkajmy się na polanie przy drzewie.Chcę ci wszystko wyjaśnić.To...pa.
Miał rację nie chciałam przychodzić, ale jakaś cząstka mnie podpowiadała mi, żeby jednak się z nim spotkać.Aby o tym nie myśleć, poszłam na górę zobaczyć do urządzenia, które ostatnio kupiłam.Polegało ono na tym, że mały mikrochip(czyt. mikroczip) umieszcza się w biżuterii.Mikrochipy zawierają komplety ubrań.To urządzenie jest inteligentne, ponieważ uruchamia się, kiedy sytuacja tego wymaga.Można je również włączyć, za pomocą fal mózgowych, które odbiera.Zmienia ubranie lub je usuwa, kiedy jest to potrzebne.Ubieranie się rano nie zajmuje mi wiele czasu, ponieważ w moją ulubioną bransoletkę wkładam chipy(czyt.czipy) w postaci małych diamencików.Bransoletka jest wykonana z niezniszczalnego, szlachetnego metalu, którego nazwy nie pamiętam.Zakładam biżuterię na rękę, a urządzenie uruchamia się.Jest to łatwiejszy sposób ubierania się, który powoli jest wprowadzany do sklepów.Ale nie polecam używania go w nocy jako piżamy.
Kiedy dochodziła szósta, postanowiłam wziąć prysznic.Ubierając się użyłam technicznego cuda.
Gdy zeszłam na dół stanęłam na środku hallu, zastanawiając się co zrobić.Postanowiłam jednak spotkać się z Jacobem.Na polanę doszłam pieszo.Kiedy dochodziłam do umówionego miejsca, zobaczyłam Jacoba, który zerwał się gwałtownie.Kiedy znaleźliśmy się dość blisko siebie, odwróciłam wzrok, żeby nie patrzeć mu w oczy.
-Chodzi o to...-zaczął-że nie jestem ostatnio sobą.
-Zauważyłam.
-To nie prawda to co powiedziałem wcześniej, to że mnie nie obchodzisz.Powiedziałem to, żeby cię chronić.
-Chronić przed czym?
-Lubisz wilki?
-A co to ma do rzeczy?
Odszedł dwa kroki do tyłu.Odważyłam się na niego spojrzeć.Nagle na jego miejscu pojawił się ogromny wilk.Był wysokości dorosłego faceta.Odskoczyłam odruchowo.Patrzył na mnie błagalnym wzrokiem, jakby prosił "Nie uciekaj".Nie mogłam uciec.Byłam sparaliżowana.Przemienił się z powrotem w człowieka.Zauważyłam, że używa tego samego urządzenia co ja.Przecież jego ubranie rozerwałoby się po takiej przemianie.W jego wzroku dostrzegłam smutek.Może myślał, że zaraz ucieknę do domu i nie będę chciała go więcej widzieć.Podeszłam do niego i mocno przytuliłam.Był zaskoczony tym faktem, ale też mnie objął.
-Nie boisz się?-spytał zdziwiony.
-Owszem jestem oszołomiona, ale nie zamierzam stracić najlepszego przyjaciela.
Teraz ścisnął mnie jeszcze mocniej.
-Przepraszam za wszystko-powiedział.
Staliśmy tak jeszcze przez chwilę, a potem Jacob zrobił krok do tyłu.
-A Luke?-zapytałam.
-Luke tęż jest wilkołakiem.
-Wilkołakiem?
-No nie jesteśmy prawdziwymi wilkołakami, tylko bardziej zmiennokształtni, czy coś.
-Ach tak.
-Chodź do Luka.Tam ci wszystko wytłumaczę.
Tagi: Wilkołaki
03.04.2010 o godz. 01:01

VI Kino


Obudziłam się następnego dnia.Leżałam, a w sumie siedziałam oparta o Jacoba.Potrzebowałam dłuższej chwili aby uświadomić sobie co się stało.Bolała mnie trochę głowa.Wstałam nie budząc mojego przyjaciela.Przykryłam go kocem, bo widać było, że marznie.Poszłam do mojego pokoju i przebrałam się w moje ulubione dresy, a następnie zeszłam z powrotem na dół i zrobiłam sobie herbatę.Usiadłam przy stole w kuchni.Przez chwilę zastanawiałam się co pomyśleliby moi rodzice, gdyby przyjechali do mnie w odwiedziny.Nagle spostrzegłam, że koło moich nóg siedzi Nero(mój kot) i wlepia we mnie swoje wielkie, zielone oczy.Wzięłam go na kolana, a on położył się od razu i zaczął mruczeć.Spojrzałam na zegarek.Była 9:00.Nie wiedząc co na razie robić, zabrałam się do pisania swojej ulubionej książki.Po godzinie postanowiłam przyrządzić omlety.Wyciągnęłam patelnię, składniki i zaczęłam robić wszystko według mojego ulubionego przepisu.Wtem do kuchni wszedł Jacob.
-Cześć śpiochu.Wyspałeś się?-przywitałam się z nim.
-Przy tobie nie da się spać-powiedział żartobliwie.
-A co takiego robiłam, że było tak źle?-zapytałam.
-Gadałaś przez sen.
-Gadałam?-spytałam zdziwiona-A co takiego gadałam?
-Najczęściej mówiłaś "NIE" i moje imię, a za każdym razem kiedy się ruszyłem mówiłaś "Jake, nie idź".
-O kurcze.To rzeczywiście nie pospałeś-powiedziałam.Dlaczego mogłam mówić coś takiego?Przecież nie przypominam sobie, żeby mi się coś śniło.
Zajęłam się szukaniem przypraw do omletów.Kiedy już znalazłam postawiłam je na meblach.Przewróciłam na drugą stronę smażące się omlety.Nagle wystraszyłam się, bo kiedy miałam sięgnąć po przyprawy, spostrzegłam, że Jacob stoi tuż za mną.Wyciągał ręce po moich bokach i sypał zioła na omlety.Wyglądało to trochę jakby mnie obejmował.
-To ty umiesz gotować?-zapytałam.
-Ktoś musi w domu.Tato zdemolowałby całą kuchnię, jakby zaczął gotować.On umie nawet wodę spalić.
-Ach, tak-powiedziałam trochę ze smutkiem, bo przypomniało mi się, że mój przyjaciel nie ma mamy.Opowiadał mi kiedyś, że zostawiła go z ojcem niedługo po porodzie.
W ręku trzymałam łopatkę do naleśników.Kiedy Jacob skończył przyprawiać omlety, wziął moją rękę i zaczął nią kierować tak, aby przewrócić omlety.
Zjedliśmy śniadanie przy rozmowie.Cały dzień spędzaliśmy w swoim towarzystwie, a oprócz tego, późnym popołudniem dołączyli do nas Robert i Kate.Wieczorem po oglądnięciu dwóch horrorów Robert i Kate pojechali do domu.Jacob został chwilę dłużej.
-To ja chyba będę leciał.
-Szkoda.
Wyszliśmy na ganek.
-Może poszlibyśmy jutro razem do kina...-zaproponował Jacob.
-Jasne, a na jaki film?
-Wolisz horrory czy romanse.
-Zdecydowanie horrory.
-Ostatnio wszedł do kin jakiś krwawy film.Nie pamiętam tytułu.
-Czarna krew?
-No właśnie.
-Jak dla mnie pasuje.Chciałam na to iść, ale nie miałam z kim.
-To jesteśmy umówieni.do jutra.
-No, pa.
Patrzyłam jak wsiada do samochodu i odjeżdża, a potem poszłam na do swojego pokoju, odrobiłam lekcje i położyłam się spać.
Następnego dnia, kiedy jechałam do szkoły trochę się bałam reakcji Misty jak się dowie, że nic sobie nie robię z jej ostrzeżeń.
Kiedy wjechałam na parking, jak zwykle, zobaczyłam mojego przyjaciela.Spostrzegłam też, że Misty jest w wyjątkowo dobrym humorze.Wysiadłam z auta i doszłam do Jacoba, który stał przy swoim samochodzie.
-Hej-przywitałam się z nim.
-No, cześć-odpowiedział.
-Co ona taka radosna?-zapytałam wskazując głową Misty.
-Dzisiaj do szkoły przyszedł nowy uczeń, który spodobał się Misty.On też jest wyraźnie nią zainteresowany.
-Tylko nie bądź zazdrosny.
-Nie martw się, nie będę.
-Chodźmy już na lekcje.
-Okej.
Zajęcia jak zwykle mijały szybko.Misty była cała w skowronkach.Nie zwracała na nas uwagi.I dobrze.Za to Jacob był cały dzień nerwowy.Po lekcjach pojechałam do domu.Pod kinem miałam być o 8:00.W domu czekał na mnie mój kotek.Najpierw pobawiłam się z nim, później odrobiłam lekcje...I tak cały dzień minął mi na takich drobnostkach.
Wyjechałam przed ósmą.Przybyłam dość szybko.Zanim wysiadłam, zobaczyłam Jacoba.Był trochę zniecierpliwiony.Spojrzałam na zegarek.Była za pięć ósma.Film zaczynał się dziesięć po.Wysiadłam z samochodu trochę zaskoczona jego zachowaniem.
-Cześć-przywitałam się, kiedy doszłam do niego.
-Cześć-odpowiedział.
-Masz bilety?
-Mam-odparł.
Nie był dzisiaj zbyt rozmowny.
-Idziemy?-spytałam niepewnie.
-Tak-odpowiedział i ruszył w stronę sali kinowej, a ja poszłam za nim.
Na filmie siedział sztywno.Pobladł, choć to do niego nie podobne.Nie skomentował, ani razu filmu, który oglądaliśmy.Co chwilę zerkałam na niego.Martwiłam się trochę.
Po seansie wyszliśmy przed kino.Mój przyjaciel nie odezwał się ani słowem.Kiedy weszliśmy na parking, stanęłam na przeciwko niego.
-Jake, co się dzieje?
-Nic się nie dzieje.
-Mnie możesz powiedzieć.
-Trochę źle się czuję.
-Odwieźć cię do domu?-zapytałam.
-Nie, poradzę sobie.
Patrzyłam jak odchodzi.
-Zadzwoń!-krzyknęłam za nim, a on skinął głową.
Wróciłam do domu.Byłam zmęczona, więc po prysznicu od razu położyłam się spać.
Tagi: Wilkołaki
01.04.2010 o godz. 00:29

V Urodziny

Jest sobota rano.Leżałam dzisiaj trochę dłużej niż to mam w zwyczaju.Po śniadaniu, postanowiłam pooglądać telewizję, lecz zanim włączyłam telewizor, usłyszałam dzwonek do drzwi.Otworzyłam, a do domu wpadała podekscytowana Kate.Miała ze sobą masę pudeł, które postawiła na podłodze w hallu (czyt. holu).
-Cześć-przywitała się swoim nieco piskliwym głosikiem.
-Cześć-odpowiedziałam.
-Mam mnóstwo kreacji, które musisz przymierzyć.Robert i Jacob będą po nas o szóstej.
-Spokojnie dziewczyno, mamy jeszcze dziesięć godzin.
-No tak-zgodziła się.
-Zjesz coś?-spytałam.
-Nie, dzięki-odpowiedziała.
Część dnia spędziłyśmy, po prostu na gadaniu.Potem zaczęłam przymiarkę.Wybrałyśmy dla mnie czerwoną sukienkę z falbanami na końcu i czarną różą przy lewym ramiączku.Do tego miałam czarne szpilki.Kate wyszykowała się błyskawicznie i zaczęła robić mi makijaż, bo ja się do tego kompletnie nadaję.Ze mną też poszło jej szybko.Moje włosy zostały stylowo upite w koka.Kiedy już kończyła usłyszałam rozmowy chłopaków na dole.Kate miała błękitną sukienkę i do tego granatowe dodatki.Kate została jeszcze na górze i poprawiała swój makijaż.Kiedy schodziłam po schodach, pierwszego ujrzałam Jacoba.Był ubrany w czarny smoking, a w kieszonce miał czerwoną różę.Kiedy mnie zobaczył zrobił minę jakby ujrzał coś pięknego.
-Ślicznie wyglądasz-powiedział kiedy zeszłam.
-Dzięki-powiedziałam trochę zawstydzona.
Potem Kate szybko zbiegła po schodach.Ona na przyjęcie jechała z Robertem, bo nie miała nikogo innego.
Wyszliśmy z domu, wsiedliśmy do samochodów i pojechaliśmy na imprezę.Ja i Jacob jechaliśmy szybciej od Roberta i Kate, więc przybyliśmy pierwsi.Przez okno zobaczyłam Misty i oblegające ją tłumy.Kiedy mój przyjaciel wyłączył silnik zapadła cisza.
-Idziemy?-zapytał niepewnie.
-Tak-odpowiedziałam.
Kiedy wysiedliśmy zapanowało poruszenie.Teraz prawie wszyscy gapili się w naszą stronę, ale nic tutaj nie sprawiło mi takiej radości, jak mina Misty kiedy zobaczyła nas razem.
Zaczęliśmy iść w stronę naszego stolika, a Robert i Kate szybko do nas dołączyli.Całe przyjęcie było urządzone w ogrodzie.Na środku był ogromny parkiet.Nasze miejsca leżały w spokojniejszej części ogrodu.
Minęła już godzina, a Misty próbowała dwa razy obrzucić mnie sałatką owocową i raz niskokalorycznymi lodami.Robiłam unik za każdym razem.Tańczyłam trochę z moimi kolegami ze szkoły.Jacob siedział cały czas przy stoliku, czasami chodził wokół ogrodu.Po jakimś czasie tańczenia postanowiłam zrobić sobie przerwę.Zeszłam z parkietu i oparłam się o ścianę domu.Była ona chłodna i przyjemna w dotyku.Zamknęłam oczy.Stałam tak przez dłuższą chwilę, a potem otwierając oczy, spostrzegłam, że Jacob idzie w moją stronę.Kiedy doszedł, stanął obok mnie i również oparł się o ścianę.
-Cześć-przywitał się.
-Cześć.
-I co tam?-zapytał.
-Nic ciekawego.Cieszę się, że do tej pory Misty nie zdążyła nic zrobić z moją sukienką.Chociaż nie raz próbowała.
-Zauważyłem.Ale nikt teraz nie interesuje się Misty.
-Ty chyba z nią gadałeś, kiedy tańczyłam...
-Tak, chciała zatańczyć, ale odmówiłem.
-Dlaczego?Powinieneś z kimś zatańczyć.Znaczy, nie mówię, że akurat z nią, ale...Wiesz o co mi chodzi.
-Może masz rację...Zatańczysz?
Wyciągnął rękę przed siebie, oczekując aż podam mu swoją.Gdy zrobiłam to czego oczekiwał, weszliśmy na parkiet.Akurat zaczął się wolny kawałek, więc położyłam ręce na jego ramionach, a on objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.Przytuliłam się do niego i zaczęliśmy się kołysać w rytm muzyki.Kątem oka dostrzegłam, że Kate i Robert na nas patrzą.Misty świdrowała mnie wzrokiem, ale nie przeszkadzało mi to.Tańcząc z Jacobem czułam się całkowicie rozluźniona.
Utwór był długi, ale dobiegł końca.Zrobiłam krok do tyłu i spojrzałam na mojego przyjaciela.Uśmiechał się do mnie, a ja odwzajemniłam mu się tym samym.
Nagle podeszła do nas Misty.
-Mogę cię prosić na słówko?-zwróciła się do mnie z udawaną uprzejmością.
-Okej-odpowiedziałam niepewnie.
Zaczęła iść w stronę najciemniejszej części ogrodu.Kiedy już doszłyśmy, spojrzała na mnie nienawistnym wzrokiem.
-Myślałam, że jesteś bystra-zaczęła.
-Ale, o co chodzi?-spytałam zdezorientowana.
-O to, że masz się trzymać z daleka od Jacoba.To jest mój chłopak.
-Po pierwsze, on nie jest twoim chłopakiem.Nawet cię nie lubi.Po drugie ja też nie jestem jego dziewczyną.To mój przyjaciel.I tyle.
-To masz zrobić, żeby nie był twoim przyjacielem.Zrozumiano?Bo inaczej podejmę drastyczniejsze środki.I masz nikomu o tym nie mówić.
Odwróciła się i odeszła.Stałam jeszcze chwilę osłupiała, a potem wróciłam do moich przyjaciół.Usiadłam przy stoliku ze smutną miną.
-Co chciała ta żmija?-zapytał Robert.
-Nic takiego-skłamałam.
-Wyglądasz jakby przejechał po tobie tir-powiedział.
-Może jedźmy już do domu.Chyba wszyscy mamy dosyć tej imprezy-zaproponował Jacob.
Robert i Kate przytaknęli, a ja siedziałam w ciszy.Moi przyjaciele wstali, a ja poszłam ich śladem.Po dojściu na parking, wsiedliśmy do samochodów i pojechaliśmy do domów.Ja i Jacob dojechaliśmy pod mój dom.Wysiedliśmy z jego samochodu.Podszedł do mnie.
-Mnie możesz powiedzieć, co się stało.
-Nie, lepiej nie.
-Okej.Ale jak coś zadzwoń albo przyjedź.
Patrzyłam jak wsiada do samochodu.
-Jake,zaczekaj!-krzyknęłam kiedy zamykał drzwiczki.
-O co chodzi?
-Możemy pogadać?
-Jasne.
-Ale w środku.
-Okej.
Weszliśmy do domu.Zbierało mi się na płacz.Zaprowadziłam mojego przyjaciela do salonu.
-Siadaj, ja zrobię herbatę.
Poszłam do kuchni i wstawiłam wodę w czajniku.Kiedy skończyłam zaparzać herbatę, wzięłam dwie filiżanki i zaniosłam do salonu.Jacob siedział w fotelu.Był wyraźnie czymś zmartwiony.Postawiłam naczynia na stole i usiadłam na kanapie.
-Chodzi o to,-zaczęłam-że Misty nie podoba się, że jesteśmy przyjaciółmi.Bo ona chce, żebyś był jej chłopakiem.Wini mnie, że jej nie lubisz.-po moich policzkach zaczęły ściekać łzy-Ona groziła mi.Mam sprawić, że przestaniemy być przyjaciółmi.
Rozszlochałam się na dobre.Nie wiedzieć dlaczego bardzo się tym przejmowałam.Jacob usiadł koło mnie.Przytulił mnie, a ja płakałam na jego koszulę.Gładził mnie po włosach.
-Nie martw się.Na pewno coś wymyślimy-powiedział.
Tagi: Wilkołaki
29.03.2010 o godz. 23:43

Pozostałe rozdziały na dole.
Tagi: Nice
28.03.2010 o godz. 23:12

IV Zaproszenia

Minęły już dwa tygodnie od mojego wypadku.Rana zagoiła się już i nie ma po niej ani śladu.Jak co dnia wyruszyłam rano do szkoły.Kiedy dojechałam, zobaczyłam na parkingu Jacoba.Wysiadłam z auta i zaczęłam iść w stronę szkoły.Mój przyjaciel szybko do mnie dotarł.
-Cześć-przywitał się pierwszy.
-Cześć-odpowiedziałam.
-Mam pytanie...
-A jakie konkretnie?
-Przyjdziesz po lekcjach do mnie?Dostałem części do mojego motoru i chcę, żebyś pomogła mi go składać.
-Jasne.Czyli od razu po szkole.
-Tak.
Lekcje mijały wyjątkowo szybko.Na obiedzie dołączyliśmy do naszych przyjaciół-Kate i Roberta.Kate to mała brunetka.Bardzo ambitna.Lubi bardzo modę.Jej rodzice adoptowali ją jak miała 13 lat.Robert to przyszywany brat Kate, czyli prawdziwy syn państwa Bein.To szczupły, dość wysoki facet.Ma rozczochrane, szatynowe włosy.Jest spokojny i zwykle opanowany.
-Cześć-przywitałam się kiedy doszliśmy do naszego stolika.
-No hej-odpowiedziała mi Kate.
-Coś się działo?-zapytałam.
-Nic, poza tym, że Misty znowu obrzuciła kogoś sałatką-odpowiedział mi Robert.
-Nie zanoszę tej małpy-powiedziałam ze złością.
-A kto ją lubi?-zapytał Jacob.
-Dużo osób w szkole-odpowiedziała mu Kate.
Nagle w stołówce zapanowało poruszenie.To Misty weszła na stolik i zaczęła coś ogłaszać.
-Słuchajcie!Słuchajcie!W tę sobotę odbędą się moje urodziny-oznajmiła Misty-po zaproszenia ustawcie się w kolejce.
Prawie wszyscy uczniowie ze stołówki zerwali się i ustawili w rzędzie.
-Widzisz-powiedziała Kate do Jacoba.
Przyglądaliśmy się temu widowisku jeszcze przez chwilę, a potem zaczęliśmy rozmawiać.Po piętnastu minutach wszyscy dostali swoje zaproszenia.Nagle spostrzegłam, że Misty idzie w naszą stronę.Kiedy podeszła do nas, położyła na stoliku cztery koperty.
-Oto wasze zaproszenia.-oznajmiła-Macie przyjść w strojach wieczorowych.Aha... i jeszcze jedno.Trzeba mieć partnera.Ty nie musisz Jacob-zwróciła się do niego-No to, do soboty.
Potem odgarnęła włosy i odeszła.Wszyscy z naszej paczki, oprócz mnie patrzyli na nią zdziwieni..
-Przecież ona nas nie znosi-powiedział Jacob.
-Ciebie lubi-zwróciłam się do niego-Już wyjaśniam.Misty chce, żebyś przyszedł na przyjęcie, ale wie, że bez nas nigdzie się nie ruszysz.
-No, ale dlaczego kazała przyjść z partnerem?-zapytał Robert.
-Na to te mam wytłumaczenie-odparłam-Ona widzi we mnie zagrożenie.Wie, że jeśli wezmę kogoś na to przyjęcie, to właśnie z nim będę tańczyć, a ona wyrwie Jacoba.A przy okazji ośmieszy mnie i będę pośmiewiskiem całej szkoły.
-Zaraz...Czy ty powiedziałaś, że ona widzi w tobie zagrożenie, czyli myśli, że Jacob będzie wolał ciebie niż ją?-zapytała Kate.
-Tak, właśnie.
-No to nieźle to wykombinowała-powiedział Robert.
-A czy nie możemy po prostu nie przyjść?-zapytał Jacob.
-Jeśli nie przyjdziemy wymyśli coś na nas, że nie umiemy tańczyć albo, że nie mamy stroju.Nie możemy dać jej tej satysfakcji.
-To w takim razie musimy tam się pojawić-powiedział Robert.
-I tak zrobimy-odparłam-Kate, wiesz co robić.
Na jej twarzy zabłysnął uśmiech, ponieważ uwielbiała projektować i szykować stroje.
-Dobra, idziemy na lekcje-powiedziałam.
-Okej, do zobaczenia jutro-rzuciła Kate.
Poszliśmy z Jacobem na ostatnią lekcję.Minęła szybko.Kiedy zadzwonił dzwonek, oboje wyszliśmy szybko z klasy i zaczęliśmy kierować się w stronę parkingu.Przez całą drogę nie odzywaliśmy się.Kiedy doszliśmy do mojego auta, przystanęłam na chwilę.
-To, co...Do zobaczenia zaraz?-spytał niepewnie.
-Jasne-odpowiedziałam.
Wsiadłam do samochodu i odpaliłam silnik.Patrzyłam jak mój przyjaciel odchodzi i wsiada do samochodu, a potem odjechałam.Przez całą drogę do domu Jacoba, rozmyślałam co zrobić z przyjęciem Misty.Kiedy dojechałam Jacob już na mnie czekał.Zaparkowałam i wysiadłam.Od razu poszliśmy do jego garażu,
-Rozgość się-powiedział kiedy weszliśmy.
-Ładny garaż-powiedziałam-To jest ten motor-wskazałam na niekompletny motocykl.
-Tak-odpowiedział.
-Nieźle wygląda.
-Ale wiele mu brakuje.
Od razu zabrał się do reperowania swojego motocyklu..Usiadłam koło niego na krześle i podawałam mu narzędzia.
-To co...Masz już kogoś na tę imprezę?-zapytał mnie.
Westchnęłam.
-Nie.I to mój największy problem-odpowiedziałam.
-Możesz podać mi klucz nr 5-poprosił.
-Proszę-podałam mu narzędzie.
-Dzięki.Bo wykombinowałem,-wrócił do tematu-że skoro Misty kazała ci z kimś przyjść, tylko po to, żeby cię ode mnie odciągnąć, to może moglibyśmy pójść razem.
-Czy to zaproszenie?
-Chyba tak.
-Czyli jesteśmy umówieni.
-Super.
Uśmiechnęliśmy się do siebie.Nagle usłyszeliśmy, że ktoś otwiera drzwi.Oboje podnieśliśmy głowy.Ujrzałam dwóch chłopaków o ciemnej cerze.
-Siema Jacob-odezwał się jeden z nich.
-Cześć-odpowiedział mój przyjaciel.
Nagle nagle znajomi Jacoba zamarli w bezruchu, ale tylko na chwilę.Mój widok chyba ich zdziwił.
-Oh-powiedział jeden z nich.
-Kogo my tu mamy?-zapytał drugi.
-No jak to kogo?Przecież to słynna Rosalie Quinn-odparł ten pierwszy.Kiedy jeden kończył mówić, drugi zaczynał.Trochę śmieszyła mnie ta wymiana zdań.
-Wieści tu się szybko rozchodzą.
-A zresztą Jacob non stop o tobie opowiada.
Spojrzałam na mojego przyjaciela, a on na mnie.
-Ten wyższy to Luke, a ten drugi to Liam-przedstawił mi ich Jacob.
-Cześć-przywitałam się.
-Ooo!-coś zaskoczyło Luka-Nareszcie się odezwała.
-Jacob, ty nas okłamałeś.Mówiłeś, że Rosalie jet gadatliwa-powiedział Liam.
-Nie odzywałam się, bo nie codziennie spotyka się takich facetów-wyjaśniłam.
-Co, bo jesteśmy przystojni?-zapytał niższy.
- Nie, bo nie dajecie nikomu dojść do słowa-odpowiedziałam.
Spojrzeli na siebie, a Jacob wybuchł śmiechem.
Całe popołudnie spędziłam z Jacobem i z jego kumplami, w garażu.Mój przyjaciel reperował motor, ja podawałam mu narzędzia, a Luke i Liam wygłupiali się przez cały czas.Dowiedziałam się, że obydwaj chodzą do szkoły w rezerwacie, i że oprócz mnie, Kate i Roberta to najlepsi przyjaciele Jacoba.Na początku wydawali mi się dziwni, ale spędzając z nimi trochę czasu poznałam ich.
Kiedy zrobiło się już ciemno, pożegnałam się i pojechałam do domu.
Tagi: Wilkołaki
28.03.2010 o godz. 23:12

Sorki, że nie napisałam nic o bohaterce i teraz chcę naprawić ten błąd.

Imię:Rosalie
Nazwisko:Quinn
Wiek:20 lat
Miejsce zamieszkania:Przedmieścia Fargo, czyli małego miasteczka liczącego 4500 mieszkańców.Okolice bardzo zalesione i jest dużo jezior, oraz fiordów.
Wzrost:173 cm
Fryzura:Ciemnobrązowe włosy do ramion.
Opis charakteru:Miła, sympatyczna dziewczyna lubiąca sporty i plastykę, a szczególnie szkicowanie.Lubi być wredna dla swojej siostry.Dobra uczennica.
Imiona rodziców: Agnes i Richard
Rodzeństwo:Nicole 15 lat
Najlepsi przyjaciele:Jacob, Kate i Robert

P.S.
Informacje o szkole, miastach, itp. nie są zgodne z prawdą.To wymyślona opowieść, a ja nie jestem najlepsza w szukaniu takich informacji w necie.

Jeśli macie jakieś pytania lub uwagi piszcie w komentarzach
Tagi: Wilkołaki
08.03.2010 o godz. 23:46

Komentarze miło widziane.
Tagi: Wilkołaki
07.03.2010 o godz. 23:10

Pierwszy i drugi rozdział na dole
Tagi: Wilkołaki
07.03.2010 o godz. 00:42

III Nieprzyjaciel

Następnego dnia obudziłam się w swoim łóżku, chociaż nie pamiętam, żebym do niego się kładła.Byłam także w ciuchach.Pomyślałam, że zasnęłam na kanapie i Jacob mnie przeniósł.Wyszłam z łóżka i podczołgałam się do szafy gdzie trzymałam kule.(Kupiłam je po ostatnim wypadku.)Wyjęłam moje podpory i wstałam podtrzymując się na nich.Wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i wyruszyłam do szkoły.Kiedy już dojechałam wyłączyłam samochód i siedziałam w nim jakiś czas.Po dłuższej chwili postanowiłam wysiąść.Wygramoliłam się z auta i chciałam podeprzeć się o nie ręką, ale zanim to zrobiłam, straciłam równowagę.Kiedy miałam już upaść poczułam, że ktoś mnie złapał.Domyśliłam się kto to.
-Cześć Jacob, dzięki za ratunek.
-Miałaś zostać w domu-powiedział zdenerwowany.
-Nienawidzę siedzieć w domu.A później wszystko nadrabiać...Koszmar.Mam kule.Poradzę sobie.
-Nie poradzisz.Jestem dzisiaj na ciebie skazany.
Jego zdenerwowanie zelżało.Uśmiechnął się do mnie tak jak najbardziej lubiłam.Wyciągnął z samochodu kule, podał mi je i poszliśmy na lekcje.
Historia przebiegała spokojnie.Robiłam starannie notatki, gdy nagle spostrzegłam, że jedna dziewczyna się na mnie gapi.Była to Misty, uważana za najładniejszą, najfajniejszą i najbogatszą w szkole.Wszyscy starali się o jej przyjaźń.No prawie wszyscy.Niektórzy wcale jej nie lubili (np. ja).Założyli nawet club pt. "Anty Fan Misty".Jacob też za nią nie przepadał.
Świdrowała mnie wzrokiem.Głowiłam się resztę lekcji dlaczego.Kiedy zadzwonił dzwonek, Jacob pomógł mi wstać i podał mi kule.Musiał zostać u nauczyciela, ale kazał mi już iść.Kiedy wychodziłam z klasy, Misty wcisnęła się przede mnie, popychając tym samym.Zachwiałam się.Jacob chciał już rzucić mi się na ratunek, ale w porę się podparłam i dałam mu znak, że już wszystko OK.
Misty przez cały dzień robiła mi głupie numery, chociaż ja nie wiedziałam o co chodzi.Jestem w tej szkole bardzo krótko, więc nie mogłam jej niczym podpaść.
Na Chemii próbowała wylać na mnie płyn, który bardzo trudno sprać.Na szczęście w porę odsunęłam się.Często podstawiała mi haka i albo musiałam się sama ratować albo robił to Jacob.
Po piątej lekcji kiedy Jacob jeszcze do mnie nie dotarł, jakiś dowcipnisie z pierwszego roku wyrwali mi kule.Myślałam, że już po mnie, lecz mój najlepszy przyjaciel w porę mnie złapał.Tym razem złapał mnie trochę inaczej i znalazłam się bliżej niego.Kątem oka dostrzegłam, że Misty stała się czerwona ze złości.Jacob objął mnie ramieniem i razem podeszliśmy do pierwszoklasistów, którzy zabrali kule.Kiedy byliśmy dość blisko, zrobili przestraszone miny.
-Dlaczego to zrobiliście-spytał Jacob kiedy już do nich doszliśmy.
-Tylko nie bij.To Misty zapłaciła nam dwie dychy, żebyśmy to uczynili.
Jacob westchnął.
-Nienawidzę tej małpy-powiedział.
-Mnie to mówisz-odparłam.
-Spadajcie-rzucił do pierwszaków, a oni oddali mu kule i uciekli w popłochu.
Dla mnie było już wszystko jasne.Misty ma mi za złe, że jestem przyjaciółką Jacoba.Pewnie myśli, że między nami jet coś więcej i chce mnie zniszczyć.Ale ja nie zamierzam jej ulec i stracić najlepszego przyjaciela.Od dzisiaj jest moim wrogiem nr 1.
Tagi: Wilkołaki
07.03.2010 o godz. 00:41

I rozdział na dole
Tagi: Wilkołaki
05.03.2010 o godz. 19:54

II Spacer

Jest późne popołudnie.Leżę na kanapie i oglądam telewizję.Na stole przed kanapą jest karteczka z numerem telefonu Jacoba, a obok niej leży moja komórka.Nudzę się więc nic nie stoi mi na przeszkodzie, abym zadzwoniła do mojego nowego przyjaciela.Ujęłam karteczkę, oraz telefon.Wykręciłam numer.
-Halo?-usłyszałam w słuchawce po drugim sygnale.
-Cześć Jacob, to ja.
-Cześć!Myślałem, że już nie zadzwonisz.
-Co teraz robisz?-zapytałam.
-Siedzę i się nudzę-odpowiedział.
-Może masz ochotę na spacer?
-Jasne, a gdzie będziemy chodzili?
-Nie wiem, znasz fajne miejsce?
-Może po lesie, moją ulubioną trasą?
-Świetnie!
-Spotkamy się na skrzyżowaniu, na końcu miasta.Będę czekał.
-OK.To na razie.
-Na razie.
Nie miałam daleko do tego skrzyżowania, więc postanowiłam dojść pieszo.Kiedy już, Jacob na mnie czekał.
-Cześć!-przywitał się pierwszy.
-Cześć-odpowiedziałam.
-Idziemy?-spytał niepewnie.
-Tak-odparłam.
Weszliśmy w głąb lasu.Zaczęliśmy omijać różne gałęzie i głazy.
-Czemu zmieniłaś szkołę w ostatnim roku?-zapytał mnie po chwili spaceru.
-Szukam odpowiedniej, ale w żadnej nie umiem się odnaleźć.
-To ile razy zmieniałaś już szkołę?
-Osiem.
-Oh!-wyrwało mu się-Dlaczego tak dużo?
-Zwykle towarzystwo nie jest odpowiednie, co prowadziło do nieprzyjemnych starć.
-Tu jest bezpiecznie.I mogę robić za osobistego ochroniarza-zaśmiał się cicho.
-Ile bierzesz za godzinę?-zapytałam i też się zaśmiałam.
-Dla przyjaciół zero, dla wrogów pięć dych.
-Do której kategorii ja się zaliczam?
-Raczej do tej pierwszej ale jeszcze się zastanawiam-podrapał się po brodzie niby to w zamyśleniu.
W tej chwili obeszliśmy ogromny głaz.
-Gdzie mieszkasz?-zapytałam.
-W La Push-Odpowiedział.
-W tym rezerwacie?
-Tak.Jest tam w pobliżu fajna plaża.Mogę cię tam jutro zabrać-zaproponował.
-Ja na to, jak na lato.
Zaśmialiśmy się oboje.
W pewnym momencie potknęłam się o gałąź, upadłam i rozcięłam sobie nogę.Siedząc na ziemi i podpierając się obiema rękami, syknęłam z bólu.Jacob się schylił aby obejrzeć ranę.
-Trzeba to opatrzyć-stwierdził.
-Mieszkam niedaleko.Dojdę.
-Nie dojdziesz-zaprzeczył.
W tej chwili wziął mnie na ręce i zaczął nieść przez las, a ja udzielałam mu instrukcji jak dojść do mojego domu.
-To twój dom-zapytał zdziwiony kiedy zza lasu wynurzył się ogromny budynek.
-Tak-odpowiedziałam.
-Jak cię na to wszystko stać?
-Aaa...Szkoda gadać.
Weszliśmy do domu.Jacob zaniósł mnie do kuchni i posadził na krześle.
-Gdzie masz apteczkę?-zapytał.
-Na tamtej półce-wskazałam palcem na nią.
-Ok.
Wyciągnął apteczkę, położył ją na stole i otworzył.Wyciągnął z niej wodę utlenioną i waciki.Zaczął obmywać moją ranę, a ja syknęłam, bo strasznie zapiekło.
-Przepraszam-powiedział czule wycierając moją ranę.
-Ok.Nic mi nie jest.
Wyciągnął z apteczki bandaże i zaczął obwijać nimi moją nogę.Kiedy skończył, znów wziął mnie na ręce, zaniósł do salonu i posadził na kanapie.
-Będę już leciał, tylko leż jutro cały dzień.Wpadnę po lekcjach.
-Nie możesz zostać?Proszę-spojrzałam na niego błagalnym wzrokien.
-Jeśli chcesz...
-Bardzo chcę.
-No dobrze-zgodził się.
-Chcesz oglądać jakiś film?
-Jasne.Co włączyć?
-Płyta jest już w magnetowidzie.
Wzięłam pilot i włączyłam film.
Przez resztę wieczoru oglądaliśmy film.
Tagi: Wilkołaki
05.03.2010 o godz. 19:52
Rosalie
Historie wilkołaków
Skąd: Z brzucha mamy
O mnie: Lubię dżem.
statystyki
  • Czas na Bloblo: 1 dni 23 godziny 6 minut
  • Napisanych notek: 24
  • Komentował: 17 razy
  • Zebranych komentarzy: 16
  • Ostatni wpis: 05.06.10, 00:26
  • Wpis średnio co: 53 dni
  • Profil odwiedzono: 44776 razy
  • Ilość avatarów: 12
  • Ilość zdjęć: 7
  • Ilość filmów: 0
  • Ilość logowań: 71
  • Ostatnie logowanie: 04.09.10, 22:46
  • Ostatnio odwiedzili: Bailey, Negress, Avril, Kate3, dependentofyou, Ilona24, muse, Skyyy, LadyFantazja
sekcja użytkownika
Kocham czekoladę